Kolejny zgrzyt, po wpadce „z modernizacją armii tureckiej”,
nie wyszło także ekspresowe wzmocnienie pozycji Polski w ramach Unii Europejskiej.

Traktat Lizboński miał zostać ratyfikowany raz dwa, a ja w blasku fleszy miałem ogłosić, że to wiekopomna chwila, bo jesteśmy w czołówce i po raz kolejny … udowodniliśmy, iż jesteśmy Europejczykami.

Przez tego durnia Jarka K. przed weekendem nic z tego nie będzie, więc niezbędny okazał się plan awaryjny.
Ogłosiłem, że komplikując moje genialne plany (także weekendowe) niszczy wiarygodność całej Polski w Unii. Wiadomo przecież, że w poniedziałek będzie już za późno, aby ratyfikować … Jasny gwint wszyscy nas wyprzedzą (dobrze, że chociaż w sprawie uznania niepodległości Kosowa, byliśmy bardzo szybcy).
Aby ostatecznie pogrążyć tę watahę podającą się opozycję przeciw jednej słusznej drodze, jak reprezentują ludzie PO i ich „słońce Bałtyku” (przez skromność udam, iż nie wiem kto zacz ;) puściłem jeszcze jedną plotkę. Zapowiedziałem, że podam się do dymisji albo doprowadzimy do samo rozwiązania sejmu … a wtedy nie będzie już żadnej opozycji. Hmmm … to byłoby piękne.
Dobrze, że Wojtek O mi to podsunął (no proszę niby opozycja, a jak mądrze gada ;)
Czort z nimi wszystkimi, w końcu rozpoczyna się weekend, a ja nie cierpię na pracoholizm.

Co za durny kraj, tu wszystko wymaga zachodu!